Sandecja wygrywa w Kluczborku

Sandecja wygrywa w Kluczborku

 

Już w 2 minucie slalom pomiędzy naszymi zawodnikami urządził sobie Bartłomiej Dudzić, który „zwinął dywan” po lewej stronie boiska i strzałem po ziemi z bliska pokonał Grzegorza Wnuka. Konsternacja, to pierwsze słowo jakie przyszło na myśl w ten piękny sobotni wieczór. Od uzyskania przez gości prowadzenia na boisku niewiele się działo. Byli oni częściej w posiadaniu piłki, atakowali głównie właśnie lewą flanką, nie stwarzali jednak większego zagrożenia pod naszą bramką. MKS rozkręcał się powoli, ale już w 22 minucie groźnie z dystansu przymierzył Michał Szewczyk, lecz Łukasz Radliński wybił piłkę, a na dobitkę nie było nikogo. Po dwóch kwadransach przyjezdni dostali rzut wony z linii 16 metrów, na szczęście przestrzelił go Maciej Małkowski. Stadion ryknął w 34 minucie, kiedy w swoim stylu, z 25 metrów przymierzył Sebastian Deja. To mógł być nawet gol kolejki, lecz Radliński końcem palców sparował piłkę na poprzeczkę. To były wszystkie emocje pierwszych 45 minut. Druga odsłona rozpoczęła się wyśmienicie. W 52 minucie MKS wyrównał po strzale Szewczyka. Najpierw zablokowany został Deja, „Szewa” znalazł lukę pomiędzy prawym słupkiem i Radlińskim i nastroje na trybunach diametralnie się zmieniły. Następne dwie próby należały do Macieja Kowalczyka, najpierw golkiper Sandecji był na posterunku, chwilę  później wolej naszego napastnika ugrzązł gdzieś w polu karnym.  Kiedy wydawało się, że biało-niebiescy wrzucą kolejny bieg padła kuriozalna bramka dla drużyny z Nowego Sącza. Dośrodkowanie z wolnego trafiło do Szewczyka, który głową chciał wybić piłkę, ale ta poszybowała wprost na inną głowę, Michala Pitera Bućko, i w sumie z niczego, podopieczni Radosława Mroczkowskiego znów znaleźli się na prowadzeniu.   Zawodnik ten musiał przed czasem opuścić plac gry, za drugie przewinienie ukarane żółtą kartką, więc od 73 minuty nasz zespół radzić sobie musiał grając w przewadze. Piszemy tak, ponieważ ustawienie broniącej trzech punktów Sandecji wyraźnie wskazywało na full defensywną taktykę, jeśli chodzi o ostatnie minuty meczu.  Na następny strzał czekaliśmy dokładnie 11 minut i oddał go wprowadzony na zmianę Bartłomiej Olszewski, z ostrego kąta, jednak Radliński był we właściwym miejscu. Czas bezlitośnie pracował na naszą niekorzyść. Pod nowosądecką bramką zakotłowało się jeszcze kilka razy, ale było to za mało, by przywrócić przy Sportowej jakże pożądany dziś remis. Raport Fot. Mirosław Szozda / www.mkskluczbork.pl (http://mkskluczbork.pl)

Komentarz

komentarz

Comments are closed.