Piłkarze Znicza i Wigier pozazdrościli wyniku Borussii i Legii

Prawdziwą kanonadę urządzili sobie w Pruszkowie piłkarze Znicza i Wigier. Ostatecznie ekipa beniaminka przegrała z przyjezdnymi 4:5 (2:3)! Zwycięską bramkę tuż przed końcowym gwizdkiem zdobył Maciej Wichtowski. Obie drużyny kończyły spotkanie w dziesiątkę.

Spotkanie siódmej z szesnastką drużyną pierwszej ligi zapowiadało się niezwykle wyrównanie. Obie drużyny w ostatnich tygodniach w końcu przełamały fatalną passę. Goście zaliczyli dwa zwycięstwa u siebie z rzędu, pokonując Stomil Olsztyn 2:1 i bardzo niespodziewanie, wicelidera tabeli, GKS Katowice 3:2.

pilkarze-znicza-i-wigier-pozazdroscili-wyniku-borussii-i-legii

Pruszkowianie natomiast zamierzali przedłużyć serię trzech zwycięstw, która zaczęła się od sensacyjnego zwycięstwa w Zabrzu 1:0, tym samym stosunkiem bramek udało się zwyciężyć MKS Kluczbork i Drutex-Bytovię. Dziewięć punktów w trzech meczach pozwoliło odbić się od dna tabeli sprawiły, że ewentualne zwycięstwo nad podopiecznymi Dominika Nowaka pozwoliłoby wyjść z grupy spadkowej.

Spotkanie lepiej rozpoczęli goście, którzy wywalczyli kilka rzutów rożnych, mimo to prowadzenie objęli zawodnicy Dariusza Kubickiego. Bramkę na 1:0 zdobył nie kto inny, jak Patryk Kubicki, a więc syn szkoleniowca Znicza, trafiając do siatki z najbliższej odległości, wykańczając dośrodkowanie Bartosza Jarocha z prawej strony pola karnego. Wyrównanie przyszło już pięć minut później.

W 16. minucie dośrodkowanie Damiana Gąski z rzutu rożnego wypiąstkował Piotr Misztal. Piłka jednak nie została wybita z pola karnego, dopadł do niej Damian Kądzior. Były piłkarz Dolcanu Ząbki posłał piłkę w kierunku dalszego słupka, zaskakując bramkarza i doprowadzając do remisu. Emocje trwały w najlepsze. Akcja Wigier z 21. minuty przyniosła suwalczanom jedenastkę.

Po akcji Kamila Zapolnika w jedenastce gospodarzy piłkę ręką zagrał Bartosz Jaroch. Jedenastkę na bramkę zamienił Damian Kądzior zdobywając swoją drugą bramkę. Prowadzenie gości nie trwało długo, bo przecudownym strzałem do wyrównania doprowadził Maksymilian Banaszewski. Pomocnik Znicza uderzył piłkę około 22 metry od bramki Hieronima Zocha, ale było to uderzenie, w którym bramkarz byłz góry skazany na porażkę.

Piłka wpadła w samo okienko. Nikt jednak nie spodziewał się, że to będzie koniec emocji, bowiem zawodnicy obu drużyn byli niezwykle skuteczni. Zgodnie z oczekiwaniami padła kolejna bramka. Kamil Adamek trafił do siatki z najbliższej odległości po dośrodkowaniu Miłosza Kozaka.

 

Czytaj więcej: Wspolczesna.pl

 

Incoming search terms:

Komentarz

komentarz

Comments are closed.