W meczu Chojniczanki ze Stomilem sędzia pokazał trzy czerwone kartki!

Stomil OlsztynChojniczanka Chojnice 1:1

Chojniczanka od pierwszych minut rzuciła się do ataków i zepchnęła Stomil na własną połowę. Już w 12. minucie powinno być 1:0 dla gości, ale w dogodnej sytuacji Jakub Biskup posłał piłkę nad poprzeczkę. Minutę później „setkę” zmarnował Tomasz Mikołajczak. Nie minęły kolejne 3 minuty, a chojniczanie już mieli kolejną doskonałą okazję, którą tym razem wykorzystali.

 

I to za sprawą duetu Mikołajczak-Biskup, którzy chwilę wcześniej nie potrafili trafić do siatki. Tym razem Biskup dograł na krótki słupek, a Mikołajczak wpakował piłkę do bramki. Stracona bramka nie obudziła Stomilu, który kompletnie nie wykazywał inicjatywy. Stroną przeważającą wciąż była „Chojna”.

stomil-olsztyn-chojniczanka-chojnice

Z czasem jej przewaga zaczęła słabnąć, a do głosu dochodzili gospodarze. Przyniosło to efekty w 33. minucie, gdy po zamieszaniu w polu karnym drużyny trenera Hermesa płaskim uderzeniem wyrównał Tsubasa Nishi. Na tym emocje w pierwszej połowie się jednak nie skończyły. Jedni i drudzy mieli po dogodnej okazji do strzelenia drugiej bramki, a także sytuacje, po których sędzia mógł podyktować rzuty karne. Najpierw w polu karnym Stomilu powalony został Biskup, a za chwilę na linii „szesnastki” gości ręką zagrał Michał Markowski, obrońca Chojniczanki. W pierwszym przypadku arbiter nie użył gwizdka, w drugim podyktował rzut wolny. Powtórki telewizyjne pokazały jednak, że zagranie ręką było prawdopodobnie w polu karnym.

Druga połowa zaczęła się podobnie jak pierwsza, czyli od ataków przyjezdnych. Ich zapędy ostudziła jednak czerwona kartka dla Łukasza Kosakiewicza, który zarobił dwa żółte kartoniki w przeciągu… pięciu minut.

Im dłużej trwało spotkanie, tym więcej było fauli i ostrej gry, a sędzia Rafał Rokosz wydawał się tracić panowanie nad boiskowymi wydarzeniami. W 76. minucie siły się wyrównały, bo drugą żółtą kartkę otrzymał Grzegorz Lech ze Stomilu i on także musiał opuścić plac gry. To jednak nie był koniec. 10 minut później drugie „żółtko” otrzymał Wiktor Biedrzycki i Stomil musiał grać w dziewiątkę! Na tym emocje i kontrowersyjne sytuacje również się nie skończyły. Grający bez dwóch piłkarzy gospodarze w trzeciej, ostatniej minucie doliczonego czasu, strzelili bramkę. Sędzia dopatrzył się jednak spalonego i gola nie uznał. Mecz, pełen kontrowersji, emocji i brutalnej gry, ostatecznie zakończył się więc wynikiem 1:1.

 

 

Czytaj więcej: dziennikbaltycki.pl

Komentarz

komentarz

Comments are closed.