Górnicze derby na remis

W czasie, gdy GKS zaczął seryjnie wygrywać i gonić Zagłębie, Górnik także powstał z kolan.

W kolejnych siedmiu meczach zdobył piętnaście punktów, nie przegrywając ani jednego spotkania. Zabrzanie są jedyną ekipą, która nie poniosła porażki od początku września. Dzięki tak dobrej serii podopieczni Marcina Brosza wydźwignęli się na szóste miejsce w tabeli i mogą spoglądać na wyższe pozycję z nadzieją, a nie ze strachem.

 

 

https://twitter.com/Ext_Supporters
https://twitter.com/Ext_Supporters

Górnik zaczął odważnie i z rozmachem. Powinien prowadzić już w 5 minucie, ale David Ledecky – w sytuacji sam na sam – dał szansę Mateuszowi Abramowiczowi na skuteczną interwencję nogą. Chwilę potem „apelacji” już nie było; po rzucie rożnym Armina Cerminagicia, głową przedłużał podanie Igor Angulo, a całą akcję – też głową – zamknął wspomniany Ledecky. Kolejne minuty – i okazje – też należały do „górników”; niecelnie strzelał jednak z dystansu Rafał Kurzawa, a już z obrębu „szesnastki” – aktywny Ledecky.

 

Ale w tym momencie przebudzili się wreszcie gospodarze. Ze strzałem Łukasza Zejdlera Grzegorz Kaprzik jeszcze sobie „na raty” poradził. 60 sekund później Tomasz Foszmańczyk był już bardzo precyzyjny: trafił do siatki przy samym słupku. Potem ciekawie było jeszcze m.in. po dwóch stratach katowiczan w środku pola, kończonych prostopadłymi podaniami do Cerimagicia (niecelne uderzenia zabrzanina) i po akcji Alana Czerwińskiego, zakończonej zbyt wysokim strzałem głową Mikołaja Lebedyńskiego.

 

Druga część gry też przez długie minuty toczyła się pod dyktando – i okazjami – gości. I znów zagrożenie numer jeden przychodziło ze strony 23-letniego Czecha w ich szeregach. Głową strzelił prosto w ręce Abramowicza, do „dzióbnięcia” centry Kurzawy wzdłuż bramki i wepchnięcia piłki do siatki zabrakło mu… większego rozmiaru buta.

 

Gospodarze sprawiali wrażenie czekających na pomyłkę „górników” i okazję do kontry. Ta nadarzyła się w 81 min, gdy nad „Blaszokiem” trwał… pokaz fajerwerków. Czerwiński urwał się prawą stroną i znakomicie dograł na 6-7. metr do Foszmańczyka. Powinno być 2:1, ale Kasprzik zdołał piłkę wybić na róg! Po drugiej stronie Abramowicz wyłapał z kolei „główkę” Marcina Urynowicza i… skończyło się na „tradycyjnym” remisie 1:1, który chyba ani nie usatysfakcjonował do końca, ani też w pełni nie rozczarował żadnej ze stron.

Zródło: KatowickiSport.pl

 

Komentarz

komentarz

Comments are closed.